O kompleksie militarno-rozrywkowym
W swojej najnowszej powieści Zeitgeist
(2000), której akcja dzieje się w Stambule, Bruce
Sterling kreśli ponury scenariusz: świat podbija girls'
band G7 (nazwa nawiązuje do określenia klubu najbogatszych
państw świata, do którego dołączyła ostatnio Rosja, a więc
jest to już klub G8 - red.). Dziewczyny grają tandetny samplowany
pop i uprawiają handel na wielką skalę. Na tle tej pop geopolityki
wiele się mówi o tak zwanej "wojnie o duszę stulecia",
wojnie kulturowej, która będzie się toczyć "w domach,
w głowach i w sercach fundamentalistów", kiedy już infrastruktura
dystrybucyjna regionu znajdzie się w rękach menadżerów G7.
"Możesz być, oczywiście, żołnierzem,
ale też znakomitym showmanem" - mówi antybohater powieści
Leggy Starlitz. Brzmi znajomo? Przeczucie tego, o czym dyskutują
między sobą bohaterowie Zeitgeistu, i co określają
mianem kompleksu militarno-rozrywkowego, odnajdujemy w takich
współczesnych zjawiskach, jak "dyplomacja jako marketing"
(obecny podsekretarz stanu d.s. dyplomacji publicznej, były
szef Ogilvy & Mather, usiłuje zmienić "markę"
USA, by ułatwić sprzedaż demokracji w wrogim świecie arabskim),
"dziennikarstwo wojenne i reality-soap opera" (stacje takie
jak ABC nadają realizowane w formie sitkomów, nagrywane bezpośrednio
na froncie historie żołnierzy w Afganistanie, na Filipinach
i w innych regionach świata), wreszcie "imperializm jako rozrywka"
(agencje konsultingowe, jak choćby Pearlfisher doradzają swoim
klientom: Virigin, F1 czy MGM, by przejmowali całe wyspy i
tworzyli swoiste przestrzenie rodem z Virgin
Territory, wojenne parki tematyczne tylko dla dorosłych).
Komentując sytuację po 11 września,
Sterling kreślił na użytek naukowców, dziennikarzy od pop-nauki
i inżynierów, pojawiających się na stronie internetowej fundacji
EDGE Johna Brockmana, apokaliptyczne
choreografie rozmaitych kombatów: Wojna w Zatoce III i Zimna
Wojna II. "O takich właśnie rzeczach - wyjaśnia - my,
'wirtualna inteligencja', lubimy dyskutować, kiedy zwykli
ludzie nie patrzą".
Krystian Woznicki: Co pozostaje
pisarzom S-F po 11 września?
Bruce Sterling: Po Hiroszimie
nie zabrakło im tematów. Dlaczego 9/11 miałby ich przystopować?
Wiem, 11/9 miał ogromną prasę, ale to tylko kilka budynków
i samolot; w niczym nie przypomina D-Day czy zdobycia Berlina.
Krystian Woznicki: Czy rzeczywiście
to tylko dwa wieżowce i kilka sąsiednich budynków? Świat pogrążył
się w wojnie światowej nowego typu.
Bruce Sterling: Rzeczywiście
mamy do czynienia "z wojną światową nowego typu", ale jakiego?
Weterani I czy II światówki pokiwaliby głowami. Co to za "wojna",
gdzie ginie po kilku, kilkunastu, kilkuset ludzi zamiast milionów?
Może jeszcze doczekamy się poważnej strzelanki, może miejskiego
genocydu dokonanego przy użyciu pokątnej broni nuklearnej.
Krystian Woznicki: A co z określeniem
"September 11th is now!" albo przekonaniem Pentagonu, że wszystko,
co się obecnie dzieje, jest usprawiedliwione przez 9/11?
Bruce Sterling: Byłem w Pentagonie
i nie miałem wrażenia, żeby panowały tam jednoznaczne odczucia.
Pentagon nie jest monolitem, to różne służby militarne, to
powiązania z przemysłem, kłótnie o taktyki działania i sposoby
finansowania zamówień. Dla nich to niespokojny, gorączkowy,
niepewny czas. Ktoś uderzył w Pentagon, teraz w pośpiechu
likwidują zniszczenia. Ich koledzy zginęli albo zostali ranni
z winy bin Ladena. Usiłują go odnaleźć, zabić jego i jego
kult. Uważają, że mają do tego prawo, to oczywiste. Na razie
odnieśli mieszany sukces. Muszą teraz szybko zrewidować bliskie
sercu doktryny. Nic tak nie mobilizuje wojskowego umysłu,
jak strzały. Jeśli bin Laden zostanie publicznie zabity, amerykańscy
wojskowi nie będą wiedzieli czym się zająć.
Krystian Woznicki: W ostatnim
tekście
opublikowanym w Wired (kwiecień 2002) masz gotową odpowiedź:
Astrocop, czyli oparta na technologii kosmicznej amerykańska
dominacja nad światem, w którym pokój sprzedawany jest jako
wojna. Mógłbyś wytłumaczyć to przesunięcie retoryczne? W jaki
sposób objawia się "pokój jako wojna"?
Bruce Sterling: Cóż, człowiek
jest istotą agresywną, zadziorną, idzie na wojnę z pierwszego
lepszego powodu. Ale dzisiaj klasyczna wojna terytorialna
ani nie odniosłaby skutku, ani nie jest już technicznie możliwa.
Nie ma frontów, sztaby dowodzące można w jednej chwili obrócić
w perzynę, sparaliżować dostawy. Dodajmy jeszcze międzynarodowe
koalicje potępiające inwazje.
Wojna, jaką znał Napoleon, nie jest
już po prostu możliwa. Wydaje się jednak mało prawdopodobne
byśmy zaakceptowali "pokój światowy", który de facto
mamy. Dlatego incydenty, które dla królowej Wiktorii byłyby
zamieszkami, buntami, niepokojami, będziemy nazywać "wojną".
Podobnie jak ataki biologiczne i pokątne eksplozje nuklearne,
dotąd uważane za niewyobrażalne akty chorego umysłu. Jeśli
do nich dojdzie, także je nazwiemy "wojną". Ale nie będzie
to wojna konwencjonalna.
Krystian Woznicki: To ciekawe
w jaki sposób mieszasz dziennikarstwo ("Peace
is War") z fantastyką naukową (Star
Tech). Do czego zmierzasz? Czy chodzi ci o zatarcie
granic między obydwoma gatunkami czy o poszerzenie naszego
rozumienia każdego z nich?
Bruce Sterling: Lubię kiedy
mi płacą, gdy zbieram materiały do kolejnych książek, dlatego
chętnie piszę artykuły, w których te materiały wykorzystuję.
Gatunki niewiele mnie obchodzą, nie odczuwam potrzeby "zacierania
granic" między nimi. Prawdziwym wyzwaniem może być dopiero
granica między tekstem "zwykłym" i internetowym.
[Ten ostatni] skierowany jest do nielicznej, w każdym razie
nieprzewidywalnej grupy czytelników, ale lubię myśleć, że
w Internecie pojawiają się moje najlepsze rzeczy, przynajmniej
najbardziej charakterystyczne.
Krystian Woznicki: Wydaje się,
że nie tylko piszesz o kompleksie militarno-rozrywkowym, ale
też do niego należysz. Jak zdefiniowałbyś swoją pozycję pisarza
"pasożytującego", jak określiliby to prawdopodobnie
Japończycy?
Bruce Sterling: Tak, bawię
ludzi w kompleksie militarno-rozrywkowym. Jestem jednym z
ważniejszych instrumentów amerykańskiego imperializmu kulturowego
- US Information Agency wysłała mnie nawet do Włoch. Pisałem
o glinach, o żołnierzach, znam nawet prawdziwych agentów FBI
i CIA. I nie określiłbym mojej "pozycji" jako "pasożytniczej".
To raczej doświadczenia "budujące". Nie zadowalam
się pisaniem z krytycznego dystansu. Ja żyję w tym świecie.
Krystian Woznicki: Na czym
polegała misja włoska?
Bruce Sterling: Och, to było
tak dawno temu
W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w spotkaniu
aktywistów Linuxa organizowanym na jednym z włoskich uniwersytetów
i sponsorowanym przez jakiś klub tańca prowadzony przez jakąś
anarchizującą divę
Byli tam komuniści, feministki, hakerzy,
media, profesorowie literatury latynoamerykańskiej, osobowości
radiowe, ponurzy zakolczykowani faceci, którzy nienawidzą
Berlusconiego
Jedzenie było wspaniałe. Wszyscy ostro piliśmy.
Miejscowy klub piłkarski wygrał mecz, ludzie oszaleli, wyszli
na ulice
Od wieków tak dobrze się nie bawiłem. Chyba od 11
września. Czułem się tak szczęśliwy, jakbym nagle zobaczył
słońce wychodzące zza chmur. Kocham Włochy.
Krystian Woznicki: Porozmawiajmy
o twoich czytelnikach: hakerzy, digerati,
filozofowie mediów, etc. Oczywiście małolaty, studenci w T-shirtach
Anthraxa, funki ze scenariuszami "od zajebania".
Prawdopodobnie nie mają żadnego krytycznego dystansu wobec
tego, co nazywasz kompleksem militarno-rozrywkowym. Oni się
tym karmią, tym żyją, tym dźwięczy im świat. Pochłaniają takie
książki jak Zeitgeist, oglądają Strange Days,
grają w Counterstrike.
Bruce Sterling: Ej, też byłem
kiedyś studentem w punkowym T-shircie i łykałem te same scenariusze.
W ten sposób stałem się docenianą postacią ze świata kultury.
Młodzi ludzie może nie są zorientowani w świecie, ale też
nie czują balastu martwych idei. Myślą naprawdę szybko. Mają
jeszcze mnóstwo czasu, żeby nabrać "krytyczno/intelektualnego
dystansu", co nie znaczy, że będą mieli ochotę.
Krystian Woznicki: Co sądzisz
o modelu konsumpcyjnym w kompleksie militarno-rozrywkowym?
Bruce Sterling: Kryzys własności
intelektualnej i brak praktycznych środków dla konsumpcji
kultury sprawiły, że skończył się boom internetowy. AOL Time
Warner straciło 54 miliardy dolarów w ciągu jednego kwartału.
To wielka, paskudna, śmierdząca gra, w której stawki są potwornie
wysokie, ale nie ma w niej bohaterów. Nawet najbystrzejsi
popełniają najgorsze, najbardziej idiotyczne błędy. Obserwowałem
przez lata jak narasta ta lawina i muszę powiedzieć, że sytuacja
nigdy nie wydawała mi się bardziej paskudna niż w tej chwili.
Obrzydliwa.
Krystian Woznicki: Raport o
luksusie opracowywany przez Pearlfisher
na krótko przed i po 9/11 na zamówienie największych marek,
którym miał wskazywać sposoby działania w okresie globalnej
recesji, mówi o jednej, homogenicznej grupie konsumentów i
demokratyzacji luksusu.
Bruce Sterling: Dla mnie jest
to raczej symptom wzrastającego zróżnicowania klasowego i
ekonomicznego. Choć superbogaci karmią swoje konie wyścigowe
różami, poją szampanem, to nie jest jeszcze apokalipsa. O
apokalipsie będziemy mówić, kiedy miejsce dzisiejszych biednych
zamachowców samobójców, którzy zabijają ludzi z klasy średniej,
zajmą ci ostatni i zaczną wysadzać się w powietrze, by zabijać
bogatych. Coś tu jest na rzeczy, skoro coraz częściej mówi
się w Stanach o samobójczych zamachach bombowych w miejscu
pracy.
Krystian Woznicki: We wspomnianym
już "raporcie o luksusie" Pearlfishera pisze się
o nowych produktach, wśród nich "Virgin Territory" - parku
tematycznym gier wojennych i sportów ekstremalnych - który
przypomina rzeczywistość z twoich książek.
Bruce Sterling: Ja w powieści
o parkach rozrywki wysłałbym poszukiwaczy przygód w rejony
klęsk środowiskowych. Jeśli Wielka Rafa umrze, a jest to bardzo
możliwe, co zrobimy z jej pozostałościami? Czarnobylskie "pustkowie",
znikające lodowce, drzewa rosnące na dachach opuszczonych
wieżowców w Detroit - w Viridian
poświęcamy tym sprawom wiele czasu i energii.
Krystian Woznicki: Przychodzi
na myśl "zazielenienie się amerykańskich wojskowych" w latach
90., kiedy to większość służących w armii właściwie straciła
pracę i zajęła się problemami środowiska, podejmując choćby
takie misje jak Endangered
Species. Jest w tym pewna ironia, że przerobiono wówczas
aparat obserwacji militarnej na system wczesnego ostrzegania
dla potrzeb ekologicznych. Dostrzegasz tu pewną konwergencję:
z jednej strony kompleks militarno-rozrywkowy, z drugiej twój
Viridian zaangażowany w ochronę środowiska?
Bruce Sterling: Jeśli zawodzą
politycy i biznes, zwracamy się oczywiście do wojskowych.
W krajach rozwijających się pomoc wojska przy usuwaniu skutków
klęsk środowiskowych jest czymś normalnym. Jeśli problem jest
naprawdę poważny, zaczyna zagrażać bezpieczeństwu narodowemu,
wtedy wkracza Gwardia Narodowa. Jeśli zdarzają się sytuacje,
w których Gwardia nie ma chwili wytchnienia, bo pogoda na
to nie pozwala, my ,Wirydianie, nazywamy to "Khaki Green".
Niezbyt miły obraz. Widziałem kiedyś 82nd Airborne podczas
akcji ratowniczej po przejściu huraganu Andrew: usuwali zniszczenia,
nieśli pomoc psychologiczną. Szanuję ich poświęcenie, ludzie
naprawdę na nich czekali.
Krystian Woznicki: Co było
punktem wyjścia dla Zeitgeistu?
Bruce Sterling: Jak pewnie
wiesz, Zeitgeist należy do cyklu powieści, w których
pojawia się ikoniczna figura obracająca się w dziwnych, ale
dających do myślenia zakamarkach współczesnego społeczeństwa.
To zasadniczy punkt wyjścia: na co interesującego natrafi
tym razem Leggy Starlitz? Jestem pewien, że w tej chwili jest
w Dubaju. Wysłać go do Afganistanu czy na Zachodni Brzeg byłoby
zbyt tanie. Liban, za proste. Bombaj, zbyt nasycony samym
sobą. Dubaj jest w sam raz. Nie za gorąco, nie za zimno, wystarczająco
blisko gorącego kontekstu geopolitycznego, żeby ogrzać swoje
chciwe łapy.
Krystian Woznicki: Jest jakaś
szansa na militarno-rozrywkową awanturę we współczesnym Dubaju?
Bruce Sterling: Tak. Dubaj
to główny teren, gdzie ludzie z Al Kaidy i ich sprzymierzeńcy
w Indiach piorą brudne pieniądze stosując hawalę.
Dubaj kwitnie. Szczególnie interesują mnie powiązania Dubaju
z podziemiem kryminalnym w Bombaju. Większość rwących się
do walki grawituje ku przestępczości zorganizowanej, bo łatwiej
jest kupić ludzi i broń mając pieniądze niż odwrotnie. Ciekawie
będzie obserwować zachowania rynku heroiny w najbliższych,
powiedzmy, dwóch latach. Jednego można być pewnym, afgańscy
chłopi, którzy uprawiają mak, nie wzbogacą się. Pieniądze
trafią do takich właśnie miejsc jak Dubaj.
Krystian Woznicki: Dubaj stał
się "portalem" Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Weźmy projekt Dubai
Media City, który realizowany na styku Bliskiego Wschodu,
Afryki i południowej Azji lokalizuje się, jak to określono,
na "osi regionu". "Dubajska technologia, e-handel
i władze Wolnej Strefy Medialnej zapewniają infrastrukturę
i przestrzeń dla przedsięwzięć medialnych, które stąd mogłyby
działać w skali globalnej. Dzisiejsze Dubai Media City to
miejsce gdzie spotyka się wszelkiego rodzaju biznes medialny:
stacje nadawcze, wydawnictwa, reklama, public relations,
research, muzyka i postprodukcja".
Bruce Sterling: Cieszę się,
że to mówisz. Potwierdzasz moje intuicje co do Dubaju. Może
powinienem się tam wybrać. Ale jeśli, to nieprędko. Mam już
wypełniony kalendarz na ten sezon.
Krystian Woznicki: Starlitz
brudził sobie ręce na czarnym rynku w Azerbejdżanie (Hollywood
Kremlin", 1990), pomagał radykalnej feministce, która
była aktywistką pro choice i phreakiem,
przemycać francuską pigułkę aborcyjną, w czym udział miała
japońska kapela rockowa dziewczyn (Are You For 86?, 1992),
próbował uruchomić pierwszą internetową pralnię brudnych pieniędzy,
snując jednocześnie plany rewolucyjne na Wyspach Alandzkich
(The Littlest Jackal, 1996). Co będzie robił w Dubaju?
Bruce Sterling: Oczywiście
nadawał, wydawał, reklamował, dbał o public relations i research,
będzie zajmował się muzyką i postprodukcją. Tak w każdym razie
będzie utrzymywał.
Krystian Woznicki: Czy i w
Dubaju będzie menadżerem G7?
Bruce Sterling: Nie, nie, nigdy
nie powtórzyłby samego siebie w tak banalny sposób. Jestem
pewien, że wda się w zupełnie nową awanturę. Jak baazee.com,
na przykład, gdzie można kupić jeszcze ciepłe kostiumy hollywoodzkich
aktorek. W baazee to jest świetne, że zajmuje się globalnym
e-handlem: sprzedaje bogatym fanom w Europie i Stanach materialne
skrawki sławy wprost z planu zdjęciowego i inkasuje zapłatę
w twardej walucie. System dystrybucyjny Hollywood jest tak
skorumpowany, że filmy prawie nie przynoszą zysków. Sprzedają
więc pantofle, które nosiła przed chwilą aktorka. Jeśli poszliby
o krok dalej, mogliby sprzedawać aktorki. Niedługo ma przyjechać
do Dallas grupa aktorek z Hollywood. Wiele bym dał, żeby je
zobaczyć, ale, niestety, mam już wypełniony kalendarz.
Tłumaczenie Ewa Mikina
|